Po tamtej stronie...

Ostatnio nie zaglądałam tutaj dość długo, ale nie miałam czasu, a z drugiej strony - zastanawiałam się o czym mam pisać. I temat znalazł się sam. Ale zacznę od początku.
Kilka dni temu uczestniczyłam w szkoleniu, niby nic nadzwyczajnego, ale w czasie przerw nasze rozmowy zaczęły zahaczać o kontakty ze zmarłymi. Tak nas ten temat wciągnął, że przegadałyśmy dobre dwie godziny i doszłyśmy do wniosku, że chyba coś istnieje, tylko nie sposób tego sprawdzić.
Jedyną wspólną sytuacją było to, że każda z nas w momencie śmierci bliskiej osoby doświadczyła czegoś niewytłumaczalnego.
Jedna z moich rozmówczyń stwierdziła, że kiedy zmarł jej dziadek, w kuchni dał się słyszeć odgłos tłuczonych talerzy. Wszyscy domownicy pobiegli do kuchni, aby to sprawdzić. Jakież było ich zdziwienie, kiedy okazało się, że wszystko jest na swoim miejscu. Jednak gdzieś po około 20 min zadzwoniła do nich babcia informując, że dziadek nie żyje.
Druga rozmówczyni poinformowała, że kiedy zmarła jej matka w tym czasie w całym domu na chwilę zgasły wszystkie światła i powiało chłodem. Jej mąż już miał iść sprawdzić korki, ale kiedy wstał z fotela - całe mieszkanie się rozświetliło, nawet w tych pokojach, gdzie wcześniej się nie paliło. Tak samo jak w pierwszym przypadku, zadzwonił telefon i domownicy otrzymali wiadomość o śmierci.
Ja takich "dziwnych zdarzeń" miałam kilka, ale opiszę tylko dwa.
Pamiętam, że jako dziecko siedząc z moimi dziadkami w kuchni nagle rozległ się straszny łomot na strychu. Moja babcia stwierdziła, że to pewnie drabina się przewróciła i narobiła takiego hałasu. Wysłała dziadka na strych, a że ja byłam bardzo ciekawskim dzieckiem, też wdrapałam się tuż za nim. Dziadek był bardzo zdziwiony, gdyż drabina stała na swoim miejscu. Szukaliśmy więc, co narobiło takiego hałasu, ale nic nie znaleźliśmy. Zeszliśmy z dziadkiem na dół i dalej zajmowaliśmy się swoimi sprawami. Wówczas nie było telefonów i dopiero gdzieś po dobrej godzinie na rowerze przyjechał do nas wujek i powiedział, że moja prababcie zmarła.
Podobnie było kiedy tragicznie zginął mój ojciec. Był późny wieczór, dzieci moje już spały a ja z mężem robiliśmy przetwory w kuchni. Około 22 nagle na strychu oboje usłyszeliśmy odgłos tuczącego się szkła. Mój mąż zaklął i stwierdził, że wszystkie słoiki z pewnością rozsypały się w drobny mak. Poszedł na strych i po chwili zszedł blady i stwierdził, że wszystko na górze jest w porządku, tylko poczuł dziwny strach, i nie wiedział co było tego powodem. Po niecałych 10 min usłyszeliśmy dzwonek u drzwi. Stał w nich nasz
znajomy i przyniósł mi informację o śmierci ojca.
Przytoczyłam te relacje, aby dowiedzieć się, czy Wam też przytrafiły się podobne zdarzenia.
  

Etykiety: , , , ,