Zimowa historia... (część II)


 

 ciąg dalszy...





- A więc wyszła po mnie! – jakaż ja byłam szczęśliwa. Nie bacząc na trudne warunki atmosferyczne starałam się jak najszybciej do niej dojść. Ale co się już prawie do niej zbliżałam, ona się oddalała , machając cały czas w moim kierunku. Byłam zła na nią, że nie może poczekać, próbowałam nawet do niej krzyknąć, ale wiatr zagłuszał mój krzyk. Pomyślałam wówczas, że skoro jej się tak spieszy, to trudno i tak ważne, że po mnie wyszła. Wreszcie doszłam do drzew rosnących przy pierwszym domu sąsiadów. Uradowałam się, bo następny dom to już był nasz. Stanęłam na chwilę aby złapać oddech i wtedy spostrzegłam, że babci już nie ma. Pomyślałam sobie wtedy, że musiała się naprawdę spieszyć.

- To nic – pomyślałam, pójdę jej śladem. I wtedy po raz pierwszy spostrzegłam, że babcia nie pozostawiła żadnych śladów na śniegu. Obejrzałam się za siebie. Moje były. Wystraszyłam się, ale zaraz pomyślałam, że to pewnie śnieg je zasypał. Jednak gdzieś w środku czułam straszny niepokój. Przyspieszyłam kroku i po chwili weszłam do domu. Gdy tylko otworzyłam drzwi, zobaczyłam babcię stojącą obok pieca i gotującą obiad. Rozejrzałam się dookoła, ale nigdzie nie dostrzegłam jej mokrej chusty.
- Babciu, dlaczego nie poczekałaś na mnie? Wołałam cię i wołałam, a ty sobie poszłaś – powiedziałam z oburzeniem.
- Ale ja tutaj jestem cały czas, nigdzie nie wychodziłam. Myślałam nawet, żeby wyjść i zobaczyć co tak długo cię nie widać, ale nie zdążyłam – odpowiedziała i popatrzyła na mnie tak jakoś dziwnie.
- Tak – pomyślałam sobie – i po co mnie kłamie. I tak wiem, że mnie tak bardzo kocha, że wyszła, a teraz udaje, że to nie ona.
Dłużej się nad tym nie zastanawiałam, bo babcia podała obiad i zaczęłyśmy jeść. Gdy pomagałam jej zmywać, w pewnym momencie do sieni wpadła jak bomba sąsiadka z przeciwka informując nas, że gdzieś przed dwiema godzinami Świnkowa zmarła. Po wyjściu sąsiadki babcia jeszcze raz spytała mnie o to zdarzenie z drogi. Gdy jej opowiedziałam, ona popatrzyła na mnie i powiedziała:
- Ty dziecko masz szczęście albo jesteś wyjątkowa, bo to naprawdę nie byłam ja, to była ta zmarła sąsiadka. To ona po ciebie wyszła i to ona sprowadziła cię do domu, bo pewnie byłoby z tobą źle – powiedziała. – Trzeba będzie iść na pogrzeb – dodała jeszcze.
- Ale babciu, mówiłaś, że wy bardzo się nie lubiłyście, pokłóciłyście się o coś – byłam trochę przerażona i nie do końca dotarł do mnie ten fakt.
- Widocznie w ten sposób odkupić chciała swoją winę...

Do dziś nie wiem, dlaczego to mnie się coś takiego przytrafiło, ale o dziwo mocno utkwiła mi w pamięci... Cieszę się, że wreszcie mogę się nią z Wami podzielić.



CZYTAJ CZĘŚĆ I

TAJEMNICA BRANSOLETKI

Etykiety: , , , , , , , ,